W małej miejscowości Shigito na wyspie Honsiu w Japonii, żył sobie pewien stary człowiek. Był artystą, a przynajmniej za takiego się uważał. Miał też małego, uroczego psa rasy Cocker Spaniel, o imieniu Yuzu. Mało męska rasa, mało męskie imię dla psa, ale człowiek ten nigdy nie był też specjalnie męski. Większość swojego życia przeżył bezrefleksyjnie, ulegając wyłącznie swoim zachciankom, zainteresowaniom i popędom. Z natury był pogodny i lubił towarzystwo, również zwierząt.
Jednak pierwsze lata, z młodym wtedy jeszcze pieskiem, nie były dla niego łatwe. Starzec lubił go, ale kompletnie nie potrafił się nim zajmować. Nie rozumiał psich zachowań, wykorzystywał to, że szczeniak wykonywał jego rozkazy i spełniał jego prośby. Wyprowadzał go rzadko i zazwyczaj na krótko, kazał też spać w budzie, nawet mimo mrozów na dworze. Miał swojego towarzysza za maskotkę do głaskania i przytulania, ale tylko wtedy, kiedy sam tego potrzebował. Yuzu nie był traktowany najlepiej, mimo swojego przyjacielskiego usposobienia, często było mu źle. Nie można było jednak powiedzieć, że jest nieszczęśliwy. Dla niego starzec był całym światem, i dopóki tylko istniał w jego życiu, czuł się bezpiecznie.
Gdy artysta się złościł, często bił swojego psa. Wtedy ten z podkulonym ogonem uciekał i chował się w rogu. Nigdy jednak nie postawił się Panu, pewnie ze strachu. Pewnego dnia, starzec postanowił wyjechać na wakacje. Okinawa - słońce, plaża, chwila spokoju. Brzmi świetnie. Spakował rzeczy, zakręcił wodę, pogasił światła. Psa zostawił na dziesięć dni samego w ogrodzie. Nasypał mu trochę jedzenia, nalał do miski wodę. Gdyby nie mieszkający po sąsiedzku leśniczy, który podrzucał za płot codziennie trochę jedzenia, Yuzu mógłby tego nie przeżyć.
Osiem dni po wyjeździe artysty, sąsiad postanowił zabrać Yuzu do siebie. Opiekował się nim starannie, dając mu wszystko, czego potrzebował. Wychodzili codziennie na długi spacer po łące, bawili się, zwierzak mógł też spać w ciepłym, miękkim kojcu, usytuowanym wewnątrz domu.
Podczas jednego ze spacerów z leśniczym, pies spotkał swojego swojego Pana. Starzec oburzył się faktem kradzieży swojego pupila, potwierdził, że pozostawienie go na tak długi okres było bezmyślne, obiecując poprawę. Sąsiad zadecydował, że decyzja, w sprawie przyszłości zwierzęcia należy do niego samego. Gdy stanęli w trójkę między dwoma domami, pies się zawahał. Ostatecznie wybrał dom z brudną, zimną budą.
Na początku w zachowaniu Pana dało się dostrzec poprawę. Z czasem jednak zaczął znowu zapominać o tym, że ma psa. Dopiero widok Yuzu entuzjastycznie machającego ogonem na widok leśniczego, doprowadził go do porządku. Coś go tknęło, postanowił się zmienić.
Spaniel był zdrowy, najedzony i wesoły. Dostawał wszystko, czego tylko zapragnął. Pan z czasem zaczął pozwalać mu spać na kanapie, potem nawet ze sobą w łóżku, w nogach. Mówił do niego, poświęcał prawie cały wolny czas. Można powiedzieć, że pod wpływem takiego traktowania, piesek się trochę rozbestwił. Podgryzał kapcie, próbował stawiać na swoim, czasem podczas spacerów uciekał i wracał po kilku dniach. Pan zawsze witał go z uśmiechem na twarzy. Choć w zasadzie ciężko określić, kto w tamtym momencie był Panem.
Artysta często się złościł i obrażał. Piesek jednak wiedział, że zostanie mu przebaczone. Nie widział nic złego w drobnych ucieczkach czy podgryzaniu mebli. Stał się też częstym bywalcem domu leśniczego. Jego właściciel jednak nie odzywał się, cierpliwie czekając, aż psu przejdzie. Nie wiem, czy psu mogło przejść.
Starzec był zmęczony zachowaniem Yuzu. Poleciał na wakację, kolejny raz na słoneczną Okinawę. Zostawił psa pod opieką przyjaciół. Po dwóch tygodniach wrócił, przyszedł do znajomych. Powiedział im, że kupił nowego psa, gdyż z Yuzu nie może już wytrzymać. Zapytał, czy jego ex-pies może zostać z nimi. Zgodzili się, ciężko było odmówić przygarnięcia tak wdzięcznego zwierzęcia.
Yuzu nie wiedział co się dzieje. Dopiero gdy podczas spaceru dostrzegł swojego Pana w towarzystwie szpetnego, lecz bardzo grzecznego i dobrze wychowywanego sznaucera, zrozumiał co się stało. Było mu ciężko, schudł, nie chciał wychodzić na spacery. Każdy dzień jego "nowego" życia zaczął wyglądać tak samo, nikt nie poświęcał mu czasu, nikt nie był jego właścicielem, ani nie okazywał mu miłości. W końcu postanowił uciec.
Czasem, jak ma się szczęście, można spotkać małego Cocker Spaniela, który przechodzi się uliczkami Shigito lub leży przed swoim byłym domem. Na widok starca podnosi łeb i entuzjastycznie merda ogonem. Ten jednak niewzruszony idzie dalej, a za nim dumnie kroczy jego nowy sznaucer.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz