Czasem mam wrażenie, że żyję we własnej, abstrakcyjnej rzeczywistości. Widzę tylko to, co chcę, słyszę to, co mi pasuje, pamiętam tylko o tym, o czym pragnę na zawsze pamiętać. Choćby błahe zaburzenie tej pięknej wizji doprowadza do momentalnego, ostrego załamania. Ale tylko zagłębianie się w kłamstwie doprowadza do szczęścia.
Mam już dość tej wiecznej skrajności, konfliktu i braku zaufania do samej siebie. Mam dość wstydu, który nieustannie czuję, odkąd tylko pamiętam. Ciągłe ocenianie niszczy mi życie.
Ale jak to mówi... bodajże Talmud "sam bądź zmianą, którą chcesz dostrzec". Jakie to ładne.
Pierwszym postanowieniem noworocznym zostaje: nie oceniać. Innych. Nad sobą jeszcze trochę się pomęczę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz