Drogi Stwórco (pod którąkolwiek postacią byś nie był - byle wszechmogącą) !
Zwracam się do Ciebie z prośbą. Mianowicie, chcę z powrotem moje włosy. Oj nie, ja nie chce. Ja nawet nie pragnę. Ja żądam. Żądam zwrócenia mi mojej własności, która została mi bezprawnie odebrana i to z chuj-wiadomo-jakiego powodu. A należą mi się, jako zdrowej, dwudziestoletniej kobiecie. Nie mam raka, grzybicy skóry czy stu lat. Mam dosyć słuchania psychologicznych natchnionych bujd czy pierdolizy genetyków. Prawdą jest, że jako młoda laska - i to w stanie praktycznie idealnym - muszę znosić częściowy (ale znaczny) ubytek włosia na mojej pięknej, zgrabnej głowie, z czym czuję się niekomfortowo. To już nie jest wstyd, smutek czy rozpacz. To jest złość. Wkurwienie. Irytacja. Czekam i czekam, aż te pieprzone włosy zechcą wrócić na swoje miejsce. I tylko patrzę, jak pojawia się kolejny nawrót, ewentualnie chwilowa, częściowa poprawa stanu "zdrowia".
Za co ja, do kurwy nędzy, pokutuję? Co to ma mi dać, oprócz świadomości, że nie mogę ubrać się elegancko czy iść do normalnej pracy? Świetnie, naprawdę jest to zajebiście zabawne, że kobieta musi dziesięć razy więcej myśleć o swoim wyglądzie i mocno się malować, żeby w turbanie nie wyglądała jak po ostrej kuracji interferonem. Uwielbiam to, gdy ludzie chwalą mój styl ubierania jako interesujący czy egzotyczny, bo jeśli tylko bym mogła, ubrałabym t-shirt, dżinsy i adidasy, gdyż w tym czuję się najlepiej. Bardzo przyjemny jest fakt, że nie mogę normalnie pograć w tenisa czy kosza, bo konstrukcja na mojej głowie zaraz się rozpierdoli. Jestem naprawdę wdzięczna za te chwile cierpienia, w końcu było mi to najwyraźniej bardzo potrzebne.
Muszę przyznać, że z pewnością ta "choroba" miała jakieś plusy. Cieszę się z tego, kim teraz jestem, a bez niej wszystko wyglądałoby inaczej. Nie mniej jednak, trzy lata to już dużo i naprawdę chcę wrócić do normalności. Poza tym - nic nie wynagrodzi mi cierpienia, które musiałam znosić, tracąc włosy, które jak wiesz, są dla mnie podstawowym kryterium przy ocenie czyjegokolwiek wyglądu. Pogodziłam się z tym i nie wymagam cudów. To tylko powrót do normy. Zapomnę i wybaczę ten wybryk.
Odkąd byłam mała, miałam ewidentnego fioła na punkcie włosów i chciałam być fryzjerką. Na samą ich pielęgnację wydawałam ok. 150 zł miesięcznie. Dbałam o nie, jak o nic innego. I nagle, ni z gruchy, ni z pietruchy, muszę oglądać, jak pływają w mojej herbacie, zupie czy wciskają się między klawisze komputera. Z założenia włosy nie mają pływać w herbacie. Mają być na głowie. Mają upiększać ludzi i chronić ich przed zimnem. A nie atakować mnie z każdej strony i pokazywać jak przyjemnie się ode mnie ucieka. To już pokazują mi ludzie i moje ciało nie musi zadawać sobie tego trudu, by uświadamiać mnie o tym na każdym kroku.
Składam więc tę prośbę w formie pisemnej, wirtualnej, gdyż w żadnej innej (jak na razie) nie zostałam wysłuchana, a naprawdę mi na tym zależy. Nie chcę akceptować takiego stanu rzeczy, gdyż nie uważam go za konieczny i nieuleczalny. Bardzo proszę o ruszenie dupy i zrobienie czegoś z tym fantem.
Dziękuję,
Aleksandra
wtorek, 22 lutego 2011
niedziela, 13 lutego 2011
kac-monolog Pauliny Sz.
O Boże! Moja głowa. Gdzie ja jestem? Łóżko. Moje. Sama. Jest dobrze. Chwila, chwila... co się wczoraj działo? A, domówka u Krystiana. Tak, już pamiętam. O, i ten fajny blondyn. Tak, już pamiętam. A gdzie się podziała Julia i Michał? Zniknęli gdzieś koło trzeciej, nie ogarnęłam nawet co, gdzie i kiedy. O nie, teraz mi się przypomniało. Jak się nazywał ten koleś... Spędziłam z nim prawie cały wieczór. Nie powiem noc, bo to zabrzmi źle. Choć w zasadzie powinno tak zabrzmieć. Nie ważne, jak on się nazywał? Aa, Kamil. Tak, Kamil z socjologii UJ. Skąd on był... Opole? Jakieś te dalekośląskie rejony, i tak tam nigdy nie byłam. Zresztą, kogo to obchodzi.
Która jest godzina? 16:20. Świetnie. Kolejny raz budzę się, gdy słońce postanowiło zajść. Chyba dalej jestem pijana. Oj, chyba na pewno. Dobra, kierunek łazienka.
Lekko chwiejny krok i równie lekkie mdłości. Bywało gorzej. Umyję zęby, zjem coś i wszystko wróci do normy.
Kanapki z serem. Nawet nie chce mi się jeść. Ale powinnam, będzie mi lepiej. I herbatka. Oj, pragnę herbatki.
Dobra, czas poprzypominać sobie wczorajsze losy... Boże, co ja wczoraj odwaliłam! W ogóle skąd ten Kamil się tam wziął. Dobrze, że nikt tego nie widział. Przynajmniej mam taką nadzieję. A nie, Blondyn to widział. Ale tego już pewnie więcej nie zobaczę. Ale i tak był fajny. No cóż, nawet jak go zobaczę, to po wczoraj mogę się z nim pożegnać.
Kolejny facet nawet nie wziął ode mnie numeru. Mógł to zrobić z czystej kurtuazji. I tak bym z nim nic nie chciała. Ale to i tak jest smutne. Tak, to zdecydowanie jest smutne. Z drugiej strony na samo wspomnienie nie potrafi mi zejść uśmiech z twarzy. To było zabawne. I nawet fajne. Ale i tak mógł wziąć ten numer, czułabym się ze sobą lepiej. Choć pewnie gdybym się z nim spotkała na trzeźwo to byłoby mi głupio. O, to na pewno.
Papieros. Czy już czas na papierosa? Czy będzie mi po nim niedobrze? Nie, chyba kryzys został już zażegnany. Zapalić? Pieprzę to, pale. Gdzie są moje papierosy... Kurtka.
O nie, znowu cała ujebana. Co to za biała smuga? Tynk? Skąd to? A, już wiem, ściana. Dobra, pamiętam.
Dobra, czas na Facebook'a. Co nowego na ścianie... O, fajna piosenka. Lubię to. Ooo Maja Krasik coś lubi..."dążenie po perfekcyjnej obojętności". O tak, tu też zdecydowanie trzeba wcisnąć "Like it". Perfecyjna obojętność. Tak, to jest to, do czego z coraz lepszym skutkiem dążę.
Nic mi się nie chcę. O, powiadomienie. "Justyna posted something on your wall.". Trzeba to sprawdzić.
"polaaaaaa zostawiłaś wczoraj u krystiana szalik. mam go u siebie, więc jakby co, wiesz gdzie się kierować;d"
Ok, już wiem, gdzie jest mój szalik. Chociaż to.
Spać mi się chcę. Jestem zmęczona. Wszystko mnie boli. Nie mam faceta. Ani numeru do potencjalnego faceta. Czuję się żałośnie. Idę spać.
Życie jest ciężkie.
Która jest godzina? 16:20. Świetnie. Kolejny raz budzę się, gdy słońce postanowiło zajść. Chyba dalej jestem pijana. Oj, chyba na pewno. Dobra, kierunek łazienka.
Lekko chwiejny krok i równie lekkie mdłości. Bywało gorzej. Umyję zęby, zjem coś i wszystko wróci do normy.
Kanapki z serem. Nawet nie chce mi się jeść. Ale powinnam, będzie mi lepiej. I herbatka. Oj, pragnę herbatki.
Dobra, czas poprzypominać sobie wczorajsze losy... Boże, co ja wczoraj odwaliłam! W ogóle skąd ten Kamil się tam wziął. Dobrze, że nikt tego nie widział. Przynajmniej mam taką nadzieję. A nie, Blondyn to widział. Ale tego już pewnie więcej nie zobaczę. Ale i tak był fajny. No cóż, nawet jak go zobaczę, to po wczoraj mogę się z nim pożegnać.
Kolejny facet nawet nie wziął ode mnie numeru. Mógł to zrobić z czystej kurtuazji. I tak bym z nim nic nie chciała. Ale to i tak jest smutne. Tak, to zdecydowanie jest smutne. Z drugiej strony na samo wspomnienie nie potrafi mi zejść uśmiech z twarzy. To było zabawne. I nawet fajne. Ale i tak mógł wziąć ten numer, czułabym się ze sobą lepiej. Choć pewnie gdybym się z nim spotkała na trzeźwo to byłoby mi głupio. O, to na pewno.
Papieros. Czy już czas na papierosa? Czy będzie mi po nim niedobrze? Nie, chyba kryzys został już zażegnany. Zapalić? Pieprzę to, pale. Gdzie są moje papierosy... Kurtka.
O nie, znowu cała ujebana. Co to za biała smuga? Tynk? Skąd to? A, już wiem, ściana. Dobra, pamiętam.
Dobra, czas na Facebook'a. Co nowego na ścianie... O, fajna piosenka. Lubię to. Ooo Maja Krasik coś lubi..."dążenie po perfekcyjnej obojętności". O tak, tu też zdecydowanie trzeba wcisnąć "Like it". Perfecyjna obojętność. Tak, to jest to, do czego z coraz lepszym skutkiem dążę.
Nic mi się nie chcę. O, powiadomienie. "Justyna posted something on your wall.". Trzeba to sprawdzić.
"polaaaaaa zostawiłaś wczoraj u krystiana szalik. mam go u siebie, więc jakby co, wiesz gdzie się kierować;d"
Ok, już wiem, gdzie jest mój szalik. Chociaż to.
Spać mi się chcę. Jestem zmęczona. Wszystko mnie boli. Nie mam faceta. Ani numeru do potencjalnego faceta. Czuję się żałośnie. Idę spać.
Życie jest ciężkie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)